Większość z nas lubi myśleć, że żyjemy świadomie i kierujemy się własną wolą. Nawet pacjentom, którzy zgłosili się na psychoterapię psychoanalityczną, trudno czasem zaakceptować, że coś w nich samych może wymykać się ich kontroli i wpływać na ich życie. Jednak nie mamy innego wytłumaczenia dla faktu, że popełniamy wciąż te same błędy, wbrew własnym świadomym decyzjom powtarzamy historie naszych rodziców, albo na inne sposoby robimy sobie krzywdę lub pakujemy się w kłopoty. Chociaż chcielibyśmy być już w pełni dorośli, wciąż pracuje w nas nasze dzieciństwo – przekonania i postawy wobec świata, ludzi i nas samych, które wykształciliśmy w przeszłości i których nawet nie pamiętamy, których być może nigdy nawet nie ubraliśmy świadomie w słowa. Aby uwolnić się od ograniczeń przeszłości, musimy je najpierw rozpoznać, przyjrzeć się szczerze własnemu dzieciństwu i temu, jak nas ukształtowało. Z wielu powodów nie jest to wcale łatwe zadanie.

Częstą przeszkodą jest chociażby niechęć do krytycznego przyglądania się swojej relacji z rodzicami. Wszyscy rodzice, nawet najbardziej kochający i uważni, popełniają błędy – paradoksalnie łatwiej jest to zauważyć i przyznać dzieciom, które faktycznie czuły się bezwarunkowo kochane przez rodziców zdolnych do przyznania się do błędu i przeproszenia za niego. Takie dzieci miały prawo protestować, gdy rodzic sprawiał im w jakiś sposób ból, gdyż nie bały się, że rodzic zemści się np. wycofując swoją miłość. To poczucie, że można bez lęku walczyć o swój dobrostan, bez zniekształceń oceniać rzeczywistość, zostaje z takimi dziećmi w dorosłości i pozwala lepiej i bardziej świadomie kierować swoim życiem. Swoją złość mogli na bieżąco uwalniać i opracowywać, nie musieli i nie muszą się więc jej bać.

Jak natomiast radzą sobie Ci z nas, którzy musieli na różne sposoby tłumić swój ból? Jak mogą chronić siebie przed gniewem rodziców, a potem również rodziców przed własnym gniewem? Jak dziecko może uniknąć strasznego poczucia samotności i bezradności w obliczu rodzica, który nie widzi jego uczuć lub się z nimi nie liczy? Niektórzy zaprzeczali i zaprzeczają swoim bolesnym doświadczeniom i idealizują swoich rodziców; zapominają o doznanych krzywdach zupełnie lub usprawiedliwiają je. Dziecko, które tłumaczy sobie, że rodzic musiał je skrzywdzić, bo źle się zachowało, może wyrosnąć na dorosłego, który nie będzie umiał się bronić przed krzywdą, bo będzie czuł, że ona mu się należy. Inni, którzy nie chcą lub nie są w stanie w ten sposób zapomnieć, mogą odcinać się swoich uczuć z tego okresu. Mówią wtedy „nie mam żadnego żalu do swoich rodziców”, „już im wszystko wybaczyłem”; nieporuszanie tematu, ani na głos, ani nawet w swojej głowie, pozwala zachować z rodzicami powierzchowną relację. Nie zagraża ani jej przerwaniem, ani zalaniem przez ból. Koszty tego bezpieczeństwa są jednak wysokie: po pierwsze, relacja z rodzicami – i z samym sobą – pozostaje do pewnego stopnia powierzchowna. Po drugie, nie mamy dostępu do trudnych doświadczeń, które nas ukształtowały, przez co mogą nadal na nas wpływać bez naszej kontroli. Po trzecie, blokowanie własnej pamięci nie jest narzędziem precyzyjnym; owszem, odetnie nas od negatywnych emocji, ale stracimy też kontakt z pozytywnymi przeżyciami i wspomnieniami, które mogłyby nas wzmocnić i za które moglibyśmy być rodzicom autentycznie wdzięczni.

Jak możemy poznać prawdę i się uwolnić? Jeśli nie chcemy od razu korzystać z pomocy psychoterapeuty, możemy zacząć od samodzielnych prób badania własnej pamięci i przyglądania się swoim reakcjom emocjonalnym. Możemy analizować nasze relacje i historię naszego życia pod kątem powtarzających się wzorców zachowań czy całych scenariuszy, porównując je z wiedzą o swoim dzieciństwie, o historii naszej rodziny etc. Ta na poły detektywistyczna praca potrafi przynieść zaskakujące odkrycia traum przekazywanych np. z matki na córkę przez kilka pokoleń w oczekiwaniu na moment, gdy ktoś ją odkryje i nada jej znaczenie. Takie poszukiwanie znaczeń we własnym życiu i w losach własnej rodziny to często działanie wbrew nawykom całego życia (i całej rodziny) i wymaga dużej odwagi i cierpliwości. W poszukiwaniu prawdy mogą pomóc rozmowy z bliską rodziną, np. z rodzeństwem, ale należy zachować ostrożność i pamiętać, że nawet w tej samej rodzinie każde dziecko ma unikalną historię więzi z rodzicami i może różne wydarzenia widzieć lub pamiętać zupełnie inaczej. Jakaś bliska osoba (lub osoby) jest jednak potrzebna, by stanowić wsparcie emocjonalne w momencie, gdy emocje będą dla nas zbyt silne – stąd najprościej podjąć tę pracę pod osłoną psychoterapii.

Niemniej, nasz wysiłek jest jedynym sposobem, by prawdziwie uwolnić się od tak zwanego przymusu powtarzania, nieuzasadnionego poczucia winy i niższości i wielu innych ograniczeń, których nawet nie jesteśmy świadomi. Jest to też szansa do zbudowanie bardziej autentycznej i satysfakcjonującej relacji z rodzicami i ewentualnym rodzeństwem. Gdy nie będziemy się bać wypuszczenia swoich prawdziwych uczuć na światło dzienne, będziemy mieli szansę za rodziną naprawdę zatęsknić i naprawdę ich pokochać. Dotyczy to nawet rodzin, w których rodzice już nie żyją. Możemy czuć, że nie wolno źle myśleć o zmarłych, ale dopuszczenie do siebie ich prawdziwego obrazu jest jedynym sposobem, by im naprawdę wybaczyć i przejść do końca żałobę, zachowując wdzięczność za to, co było dobre, bez niepotrzebnego poczucia winy czy zobowiązania.

Więcej o tym, jak badać i rozumieć własną przeszłość, jak znaleźć odwagę i siłę by podważyć idealizację wokół naszej relacji z rodzicami, by ją potem zmienić i naprawić, a także o tym jak uwolnić się od poczucia winy i jak nie powielać trudnych doświadczeń z przeszłości własnej lub rodziny możecie się dowiedzieć z „Kursu dla dorosłych. Nie powtarzaj tego, czego powtórzyć nie chcesz”.

5 1 vote
Article Rating