Rodzice często zaczynają sobie wyobrażać swoje dziecko, gdy tylko dowiedzą się o ciąży. Fantazjują na temat tego, do kogo będzie podobne i jakie będzie mieć cechy charakteru, albo próbują to odgadnąć na podstawie badań USG i ruchów płodu. To samo robią też po narodzinach, starając się przypisać stałe cechy i tożsamość noworodkowi, które osobowość nie jest jeszcze przecież wykształcona, a wygląd dynamicznie się zmienia. Nieznane może budzić w nas zaciekawienie, ale również lęk, co zachęca do wypełniania tego nowego obszaru własnymi fantazjami. Ten proces ma też wymiar mniej świadomy: rodzice mają różne nieświadome fantazje na temat swojego dziecka i siebie jako rodziców; niemowlę aktywuje ich najwcześniejsze wspomnienia, przez co mogą traktować je tak, jak ich traktowała ich własna matka etc. Od samego początku słyszymy od rodziców, że niemowlę jest: silne, samolubne, piękne, czasem też agresywne. Dodajemy: ‘jak jego dziadek’, ‘jak Twoja matka’ itd. Mogą to być cechy, które chcemy w nim widzieć, albo których się boimy, ale tak czy inaczej są to na razie głównie nasz interpretacje.

Donald Winnicott, który był brytyjskim psychoanalitykiem, pediatrą i prawdziwym specjalistą w obserwacji niemowląt, badał ten proces interpretacji pomiędzy matką a dzieckiem. Porównywał on matkę do lustra. Niemowlę z początku nic nie wie o świecie ani o sobie – o swoich uczuciach, emocjach, czy zachowaniu. Reaguje instynktownie i bez samokontroli na bodźce, a mama widzi to i komentuje jego zachowanie (czyli interpretuje). Niemowlę np. śmieje się, a mama uśmiecha się i mówi ‘ooo, jaki jesteś zadowolony’. Niemowlę widzi swój stan odbity w jej oczach i zachowaniu i zaczyna go rozumieć. W ten sposób stopniowo uczy się samego siebie i nabywa własnej tożsamości. Reakcje dziecka nie zawsze są jednak dla matki oczywiste i wtedy pojawia się ryzyko błędnej interpretacji. Opisane wcześniej fantazje na temat dziecka i wspomnienia z jej własnego dzieciństwa mogą podpowiedzieć matce niewłaściwą interpretację; lęki, frustracja czy zmęczenie mogą sprawić, że przedwcześnie wyciągnie wnioski. Mówimy wtedy, że matka nie widzi prawdziwego „Ja” dziecka, tylko swoje własne projekcje, czyli obrazy z własnego umysłu rzutowane na dziecko. To zjawisko jest do pewnego stopnia nieuchronne; problem pojawia się wtedy, gdy siła projekcji matki nie pozwala jej korygować swojego błędnego postrzegania i dziecko systematycznie widzi w jej oczach błędny obraz samego siebie. I tak np. na ożywienie niemowlęcia i próby łapania jej za nos jedna mama będzie systematycznie reagować zadowoleniem i zaciekawieniem, co też dziecko próbuje zrobić teraz, a inna będzie się czuła wiecznie atakowana przez dziecko, które według niej jest agresywne, niedelikatne lub złośliwe. To samo dotyczy np. agresji – jedna mama można trafnie ją rozpoznawać i próbować uspokoić dziecko, a inna może się bać tych uczuć u dziecka i udawać, że ich nie ma, lub reagować przerażeniem. Ten aspekt przeżyć dziecka pozostanie wtedy niedostępny dla jego rozumienia lub dziecko nauczy się reagować lękiem na własną złość. Jeśli chcemy, by nasze dzieci rozumiały swoje przeżycia i panowały nad nimi, musimy na początku użyczyć im własnej zdolności widzenia i rozumienia tych przeżyć. A to z kolei wymaga od nas dostrzegania i rozumienia naszych własnych przeżyć.

Kolejna trudność w adekwatnym postrzeganiu dziecka bierze się z oczekiwań rodziców wobec samych siebie. Jeśli mają przekonanie, że powinni żywić wobec dziecka wyłącznie pozytywne uczucia, aby np. być lepszymi rodzicami od własnych rodziców, czy zrekompensować sobie w ten sposób własne dzieciństwo, mogą nieświadomie starać się nie widzieć zachowań agresywnych czy zachłannych własnego dziecka. Niestety, to uniemożliwi im wspieranie dziecka w integrowaniu i opanowywaniu tej części jego osobowości. Akceptacja ambiwalencji jest niezwykle ważna zarówno w rodzicu, jak i w dziecku, gdyż bez niej niechciane emocje nie tylko nie znikną, ale mogą po prostu wymknąć się nam spod kontroli. W takiej sytuacji możemy mieć problem nie tylko w widzeniu naszego dziecka takim jakim jest, ale także – co jest z tym związane – w wyznaczaniu granic. Tymczasem granice są dziecku bardzo potrzebne, by miało poczucie bezpieczeństwa i możliwość nauki samokontroli. Uwidaczniają mu jego odrębność i tym samym pomagają w budowaniu własnej tożsamości. Jeśli rodzic nie może postawić granicy, powiedzieć „nie”, bo przed oczami wciąż ma własnym surowych rodziców i własne nienawistne uczucia wobec tych rodziców, ostatecznie nie widzi prawdziwych potrzeb swojego dziecka.

Więcej o mechanizmach postrzegania i rozumienia emocji oraz o sposobach radzenia sobie z trudnymi zachowaniami dzieci dowiecie się z kursu: ‘Mamo, Tato – dlaczego się złoszczę’. Znajdziecie tam konkretne przykłady i wskazówki odnośnie stawiania granic, uczenia dziecka samokontroli, zapobiegania atakom złości i reagowania na nie. Dzięki wiedzy zawartej w kursie będziecie mogli bardziej świadomie przyjrzeć się swojej własnej złości, co pozwoli Wam lepiej radzić sobie z przeżyciami Waszych dzieci.

5 2 votes
Article Rating